niedziela, 5 lipca 2026

Spotkanie z podróżniczkiem, obcy w Goliszowie.

W dzisiejszym poście będzie co nieco o naszych kwietniowych obserwacjach, głównie z 11 kwietnia. W tym dniu, o poranku, udałam się do Goliszowa. Już na samym wjeździe, na stawie po prawej stronie, zobaczyłam spore stado siewkowców. Wśród nich na pewno były bataliony i prawdopodobnie biegusy zmienne (biegusy to te mniejsze ptaki):

 

 
Co ciekawe, wśród siewkowców znalazł się również kszyk. Niestety, zdjęcie kiepskiej jakości, gdyż wykonywane "pod słońce". W czasie robienia fotki w ogóle go nie widziałam, ciężko było również ocenić czy aparat złapał ostrość czy nie. No i takie właśnie mamy efekty. Ważne jednak, że kszyka da się rozpoznać, te charakterystyczne paski na skrzydłach i plecach nie pozostawiają wątpliwości;):

Na fotce poniżej kolejne bataliony, ale ptak najbardziej wysunięty do przodu to najprawdopodobniej samotnik. Przejrzałam Collinsa i żaden ze spotykanych u nas siewkowców (poza samotnikiem) nie ma takiego białego brzucha. Więc najprawdopodobniej jest to osobnik tego gatunku:
 
Bardzo się cieszę z tego spotkania, bo samotniki spotykamy niezwykle rzadko. Ostatnie takie spotkanie miało miejsce w 2021 roku:
 
https://perkozowa.blogspot.com/2021/05/spotkanie-z-samotnikiem-bieliki-na.html
 
W czasie obserwacji siewkowców na stawie, w pewnym momencie na jednej z trzcin, całkiem blisko mnie, przysiadł jeden z naszych najpiękniejszych krajowych ptaków, mianowicie, podróżniczek. Niestety, mój aparat zawiódł zupełnie. Zero ostrości. Jedyne co możemy podziwiać to zarys pięknych kolorów tego niezwykłego ptaka:

 
Zanim udało mi się w końcu jako tako ustawić soczewkę, podróżniczek czmychnął...Ech, ruszyłam więc dalej, w głąb kompleksu. Podjechałam trochę a tu...niespodzianka. Paręset metrów dalej, zobaczyłam dwa samochody oraz czterech birdwatcherów, zaopatrzonych w wielkie lustrzanki, częściowo ukrytych w trzcinowisku. Wyraźnie czatowali na coś co buszowało w pasie trzcin rosnących naprzeciwko. Nie bardzo wiedziałam co zrobić, bo obawiałam się, że jak podjadę samochodem, to spłoszę im obiekt fotografowania. Choć akurat jakiś inny kierowca przejeżdżającego w tym czasie samochodu, kompletnie się tym nie przejął i przejechał dość szybko obok owego pasa trzcin. No, ale...Zdecydowałam w końcu, że wyjdę z samochodu i ostrożnie do nich podejdę, wszak nie mogę zmarnować okazji, może coś ciekawego wypatrzyli? No więc, wyszłam z auta i powoli szłam w ich stronę. Jeden z nich chyba zauważył jak się skradam, bo podszedł i zagadał. I tak się zgadaliśmy, że są z Bolesławca, chyba z Zagajnika, a jeden aż z Oławy. I Goliszów dobrze (o, dziwo) jest im znany i dość często tu przyjeżdżają, bo tu są różne ptasie perełki i piękne tereny. Jak najbardziej się z nimi zgadzam, tylko zastanawiam się, jak to możliwe, że nigdy ich nie spotkałam? A co wypatrzyli? Ano, kolejnego podróżniczka, który najwyraźniej w rzeczonym pasie trzcin znalazł dla siebie dogodne miejsce. Podzieliłam się z nimi informacjami na temat innych miejscówek w kompleksie, gdzie można zobaczyć podróżniczki i pan ucieszył się, że jest ich tam tak dużo. No i właśnie, kiedy tak sobie gadaliśmy, namierzony podróżniczek, wyleciał z trzcin i usiadł...na drucie energetycznym przebiegającym nad naszymi głowami. No więc aparaty poszły w ruch. Wszyscy fociliśmy tego pięknego malucha, oni swoimi wielkimi lustrzankami i ja tym swoim maleństwem;). A oto efekty sesji zdjęciowej:
(na drugiej fotce podróżniczkowi towarzyszy mazurek, który przysiadł się do niego na chwilę) 






Niestety, podróżniczek tak się ustawił, że nie udało mi się uchwycić jego niezwykłych kolorów, które znajdują się na podgardlu i piersi. Jedynie trochę widoczne są odcienie niebieskiego i pomarańczowego. Z drugiej jednak strony cieszę się z tych ujęć, bo poza tym, widać go bardzo dokładnie i udało mi się zrobić świetne nagranie jak śpiewa:

https://www.youtube.com/watch?v=Y9rUD-MVyQo
 
Po jakimś czasie podróżniczek odleciał. Birdwatcherzy pozostali na swoich stanowiskach a ja postanowiłam jechać dalej (wszak ja nie wykonuję raczej artystycznych fotografii, tylko dokumentuję). Jadąc dalej, w trzcinowisku za stawem z rampami, zaobserwowałam samicę kląskawki:




Ponieważ jednak w dalszej części kompleksu nic ciekawego się nie działo, zawróciłam do stawu z siewkami. Przy stawie tym stali dwaj ze wspomnianych wcześniej birdwatcherów i obserwowali siewkowce. Dowiedziałam się, że poza batalionami, wypatrzyli tam również cyraneczki, brodźce śniade i sieweczkę rzeczną. Jak już wspomniałam, na miejscu trudno było mi cokolwiek wypatrzeć, ale przeglądając zdjęcia w domu, potwierdziłam te obserwacje (no, prawie, o czym niżej). Jestem pewna, że sfotografowałam cyraneczki i sieweczkę rzeczną, natomiast mam wątpliwości, co do brodźców śniadych. Na pierwszej z poniższych fotek - bataliony, na drugiej oprócz batalionów, także cyraneczki (to kaczki z białymi paskami na skrzydłach), a ten maluch, który stoi na pierwszym planie, tyłem do aparatu, to sieweczka rzeczna:


Tu znowu bataliony:
 
A te dwa ciemne żerujące ptaki to domniemane brodźce śniade. Mówię domniemane, bo w zasadzie wszystko mi tu pasuje - ciemne barwy, pomarańczowe długie nogi, ogólnie ich wzrost i sylwetka, tylko dzioby powinny mieć dłuższe. Być może tak wyszło to na zdjęciu:

Na zdjęciu poniżej kolejny niezidentyfikowany przeze mnie siewkowiec - ten mniejszy stojący tyłem - to może być łęczak, gdyż ci birdwatcherzy mówili, że je tam widzieli. Na dalszych fotkach natomiast - cyraneczki i bataliony:






Wyjeżdżając z kompleksu zobaczyłam jeszcze jednego obserwatora, który przyjechał samochodem na zgorzeleckich rejestracjach. Normalnie, jakieś oblężenie;). Droga powrotna do Legnicy:

Po drodze zajechałam jeszcze do Gniewomirowic, gdzie zobaczyłam pięknego rudzika:


To jednak nie koniec ptasich obserwacji w tym dniu. Mianowicie, w południe wybraliśmy się z Mężem i z Małą do miejscowości Czerwony Kościół. Naszym celem był Kościół Narodzenia Najświętszej Marii Panny, który stanowi jeden z punktów odznaki "Znam Ziemię Legnicką". Przy okazji jednak zwiedziliśmy samą wieś i zaliczyliśmy mały birdwatching. Już po drodze udało nam się sfotografować piękną czajkę:



W samej wsi natomiast, zobaczyliśmy bociany w gnieździe. Początkowo był jeden, potem doleciał drugi. Młodych oczywiście jeszcze nie było, bo to dopiero początek sezonu lęgowego:









Nie zabrakło, oczywiście, wróbli:


Poza tym były również trznadle, ale nie udało mi się ich sfotografować. Na zakończenie niniejszego posta, obserwacje z 25 kwietnia w Goliszowie. Pogoda była wtedy nijaka i, jeżeli chodzi o ptaki, to również szału nie było, ale warte odnotowania jest spore stado płaskonosów na jednym ze stawów. To naprawdę piękne kaczki. Były wśród nich samce i samice, miałam wrażenie, że więcej jest samców, ale to może dlatego, że z racji swoich niezwykłych kolorów bardziej rzucają się w oczy niż skromnie ubarwione panie płaskonosowe:
 







I jeszcze myszołów...gdzieś w oddali...: