Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Austria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Austria. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 lipca 2019

Spotkanie z młodym bielikiem i turkawkami.

Jak wskazuje tytuł niniejszego posta, dziś będzie o bieliku i turkawkach. Gatunkach, wprawdzie znanych mi z rodzimych terenów, niemniej jednak dopiero nad Jeziorem Nezyderskim udało mi się sfotografować je z naprawdę niewielkiej odległości. Najpierw spotkaliśmy młodocianego bielika. Chwilę po tym jak zakończyliśmy poranne obserwacje dropów (29 kwietnia) i ruszyliśmy dalej, w stronę Andau, w pewnym momencie, na polach, po lewej stronie drogi, zobaczyliśmy wielkiego drapieżnika. Po czarnej końcówce dzioba i stosunkowo ciemnym upierzeniu oraz białawych plamach na grzbiecie, zorientowałam się, że jest to młody bielik, w wieku mniej więcej 2 lat (dojrzałość bieliki osiągają w wieku 4-5 lat). Ptak stał na ziemi i, targany silnym wiatrem, rozglądał się dokoła. Naszą obecnością nie przejął się za bardzo, ale tylko dlatego, że siedzieliśmy w samochodzie. Co do tego gatunku, to jak wspominałam przy okazji wpisu o czapli nadobnej, na Węgrzech bielik to niezwykły rarytas. U nas natomiast, dla praktykującego ptasiarza jest już bardziej pospolitym (choć stale wywierającym niezwykłe wrażenie swą majestatyczną sylwetką) szponiastym. Niemniej jednak, dla wielu polskich nie-ptasiarzy bieliki to wciąż gatunek niezwykle rzadki, spotykany tylko przy większych kompleksach stawowych. Stąd też zdarza się, że w oczach napotkanych w czasie naszych wycieczek rozmówców, odnajdujemy wyraz niedowierzania, gdy wspominamy o naszych spotkaniach z bielikami w Miłkowicach koło Legnicy;). Wracając do opisywanej obserwacji, załączam poniżej relację fotograficzną. Zdjęcia momentami trochę niewyraźne albo dziwnie wykadrowane, ale to z powodu wiatru, który dosłownie rzucał naszym aparatem. Nie mieliśmy niestety możliwości wyciągnięcia statywu, bowiem, mimo spokojnej reakcji na samochód i nawet otwarcie szyby, bielik z pewnością nie wytrzymałby presji i uciekł jak tylko byśmy z niego wysiedli. No więc fotki są jakie są, ale myślę, że i tak całkiem niezłe jak na panujące wówczas warunki pogodowe:





Trochę bliżej:

I całkiem blisko:



Widać jak bielika wywiewa do tyłu:

Zapraszam też do obejrzenia filmiku, na którym jeszcze lepiej widać ptaka (kamerka bardziej odporna na wichury niż aparat). Na nagraniu można również zauważyć jak mocno wtedy wiało. Nawet dla tak wielkiego ptaka było to uciążliwe, choć bieliki, co warto zauważyć, nie są lekkie jak piórka;):

Po jakimś czasie bielikowi najwyraźniej znudziło się stanie na zimnym wietrze, bo zebrał się i odleciał:




Wzbił się przy tym naprawdę wysoko:


Po południu znów przyjechaliśmy w to miejsce, z tym że tym razem niespodzianka czekała na nas po drugiej stronie "dropowej" polany. Otóż, jadąc wzdłuż łąki samochodem, w pewnym momencie, przy jednym z ptasich karmidełek, zobaczyliśmy...parę turkawek:). Do tej pory spotkałam ten gatunek tylko raz, chyba w zeszłym roku w Żywcu, niedaleko mojego domu. Była to jednak krótkotrwała obserwacja młodocianego osobnika. Tym razem jednak mieliśmy okazję obserwować te piękne gołębie z naprawdę bliska. Jest to, moim zdaniem, bardzo cenna obserwacja, ponieważ, mimo że w naszym kraju turkawki nawet wyprowadzają lęgi, to jednak trudno je u nas zaobserwować. Częściowo ze względu na miejsca, w których żyją (głównie korony drzew), jak również dlatego, że są to ptaki bardzo płochliwe. Choć przy okazji opisywanej obserwacji powiedziałabym, że wręcz przeciwnie. Turkawki pozwoliły nam na zatrzymanie się tuż koło nich samochodem, jak również na otwarcie szyby, zrobienie fotek oraz nagranie filmiku. Turkawki charakteryzują się pięknymi kolorami - pomarańczowo-czarnymi skrzydłami, różowawą szyją oraz pręgowanym niebiesko-białym kołnierzykiem (za Collinsem). Ważną cechą w ich identyfikacji jest również czerwona nieopierzona skóra otaczająca ich oczy. Spotkane przez nas turkawki wyraźnie tworzyły parę. Mając jednak na uwadze, że u tego gatunku brak jest dymorfizmu płciowego, nie jestem w stanie wskazać, który z nich to samiec a który samica. Ptaki początkowo siedziały osobno, jednak chwilę później już były razem i przytulały się do siebie. Przy okazji oczyszczały sobie nawzajem pióra z pasożytów, co także u ptaków jest oznaką uczucia:). Tworzyły naprawdę uroczy obrazek. Poniżej załączam fotki:
(na początku ptaki siedziały osobno, poniżej jedna z turkawek)

(druga z nich)



Na tej fotce dobrze widać opisane wcześniej barwy upierzenia na skrzydłach oraz niebiesko-biały kołnierzyk:

I już są razem:




Spomiędzy skrzydeł turkawki po prawej widać piękny niebieski kuperek:






W trakcie iskania:


Zapraszam też do obejrzenia filmiku, na którym zakochane turkawki czyszczą sobie piórka z różnych dokuczliwych dla ptaka żyjątek:

To tyle w dzisiejszym poście. Dodam tylko, że bardzo jestem zadowolona z opisanych w nim obserwacji oraz wykonanej dokumentacji. Mam nadzieję, że bieliki i turkawki uda nam się zaobserwować z tak bliska również u nas, w Polsce. Kto wie, może nawet w legnickim parku...;).

niedziela, 30 czerwca 2019

Czapla nadobna na Węgrzech i w Andau.

Tak coś mi się zdaje, że o naszych obserwacjach nad Jeziorem Nezyderskim będę pisać aż do jesieni;). Ale tam jest tak bogata awifauna, że po prostu nie da się wszystkiego opisać w jednym, nawet bardzo długim poście. Dziś będzie zatem o spotkaniu z bardzo rzadko występującą u nas czaplą nadobną. Czapla ta zaliczana jest do grupy białych czapli. Jest ona niezwykle smukła i zgrabna. Dziób ma czarny, kantarek (obszar między okiem a górną częścią nasady dzioba) przez większą część roku niebieskoszary, a w okresie godowym czerwonawy. W szacie godowej pojawiają się u niej dwa wydłużone pióra, tzw. rajery. To, co niewątpliwie wyróżnia ją spośród podobnych jej białych krewniaczek to, jak piszą w moim Przewodniku, czarne nogi z ostro kontrastującymi jaskrawożółtymi palcami.W naszym kraju można ją pomylić w zasadzie tylko z czaplą białą, która jest jednak znacznie większa, ma dłuższe nogi i szyję, która dodatkowo jest esowato wygięta. Przez większą część roku czaple białe mają żółte dzioby; w okresie godowym natomiast czarne, ale z kantarkiem zielono-żółtym. Poza tym nie mają rajerów. Czapla nadobna ma w naszym kraju status wLs/Z*, co oznacza: gatunek wędrowny, lęgowy sporadycznie/zalatujący rzadko. Krótko mówiąc, o spotkanie z nią u nas jest niezwykle trudno, a jej pojawy podlegają zgłoszeniom do Komisji Faunistycznej i na różnego rodzaju portalach birdwatchingowych. Tym bardziej więc się cieszę z tego spotkania. Co prawda, prawdopodobnie już wcześniej widzieliśmy czaplę nadobną w lipcu 2014r., w Prowansji, ale nie wiem czy na pewno dobrze ją zidentyfikowaliśmy. Natomiast co do tego, że spotkaliśmy osobniki tego gatunku nad Jeziorem Nezyderskim, nie mam żadnych wątpliwości. Pierwsze nasze spotkanie z czaplą nadobną miało miejsce w sobotę rano, 28 kwietnia w Andau, gdzie pojechaliśmy aby zobaczyć historyczny most łączący Węgry i Austrię. I zobaczyliśmy, a przy okazji również czaplę nadobną, która spacerowała wśród pobliskich chaszczy. Przyznam, że na początku jednak nie zczaiłam jaki gatunek obserwujemy. Zorientowałam się dopiero jakiś czas później, przy przeglądaniu zdjęć. Poniżej załączam fotki czapli nadobnej z Andau:
(dobrze widoczne rajery z tyłu głowy)


 (tu rajery latają na wietrze, do tego warto zwrócić uwagę na niebieskoszary kantarek (czyli nie jest to jeszcze w pełni szata godowa) oraz smukłą i zgrabną sylwetkę)

Zrobiłam też przybliżenie łap czapli, żeby pokazać kontrast pomiędzy czarnymi nogami i żółtymi palcami:

W celu porównania czapli nadobnej z czaplą białą załączam też zdjęcia tej drugiej (zrobione jednak wcześniej, nie podczas pobytu nad Jeziorem Nezyderskim). Najlepiej oczywiście by było gdyby czaple stały obok siebie, ale w czasie naszego wyjazdu nie natknęliśmy się na taki obrazek. Niemniej jednak na zdjęciu poniżej wyraźnie widać, że jest to większy ptak, z bardzo długą szyją i niemal całym żółtym dziobem, jakiego u czapli nadobnej nigdy nie zobaczymy:

Wracając do naszej wycieczki, na kolejne spotkanie z czaplą nadobną musieliśmy czekać do następnego dnia, kiedy koło południa udaliśmy się na spacer na należące do parku narodowego tereny jeziora położone po węgierskiej stronie. Trzeba przyznać, że w porównaniu z austriacką częścią, węgierska jest trochę zaniedbana. Ponadto, znacznie uboższa jest tam infrastruktura przystosowana do obserwacji ptaków. Przez to jest tam dużo mniej ludzi, a sam teren parkowy jest zarośnięty i sprawia wrażenie strasznego...no, odludzia;). Niemniej jednak, spacer był bardzo przyjemny. Obecność drzew pozwoliła nam choć na chwilę odpocząć od dokuczliwego wiatru. Niemal przez całą drogę towarzyszyły nam kukułki, które ciągle przelatywały z drzewa na drzewo i kukały nam nad głowami:





Zapraszam też do obejrzenia filmików z udziałem kukułek:


W drodze powrotnej, na zwalonych pniach drzew, spotkaliśmy stadko dymówek, które na połamanych gałęziach oddawały się codziennej toalecie:



Myślę, że mało kto wie, że te pospolite jaskółki mają tak piękne kolory upierzenia:

Piękne ujęcia:


Kiedy już wyszliśmy z największej gęstwiny węgierskiego parku i znaleźliśmy się na dość sporej polanie, zobaczyliśmy na niej bociana czarnego:



A w pobliżu bociana przechadzała się bohaterka dzisiejszego posta, czyli czapla nadobna. Początkowo była dość głęboko zanurzona w trawie i wystawała jej tylko głowa. Potem jednak wyszła z zielonych zarośli i zaczęła sobie żerować:
(tu śmiesznie widać rajery trzepoczące na wietrze:))




Malutka i zgrabniutka pięknie się prezentowała pośród bujnej zieleni:

Jeszcze trochę fotek z bliska:

Na tle żółtych kwiatów:





(ta też ma niebieskoszary kantarek)


Kiedy tak staliśmy i obserwowaliśmy czapelkę, podeszła do nas jakaś wycieczka (chyba niemiecka) i zaczęli nam coś pokazywać na niebie i wołać: "See Adler, See Adler" (co znaczy: orzeł morski). Więc patrzymy gdzie jest ten adler, a tu naszym oczom okazały się...dwa dorodne bieliki. Nie powiem, uwielbiam te ptaki, ale u nas jest to jeden z bardziej pospolitych drapieżników. Okazało się jednak, że na tamtych terenach jest to prawdziwy rarytas, dla którego zjeżdżają się wycieczki z sąsiednich krajów. Niesamowite, turyści którzy nam zwrócili na nie uwagę byli naprawdę poruszeni obserwacją (mniej więcej tak jak my w czasie obserwacji dropów;)). Hehe, miałam ochotę im powiedzieć: zapraszam do Bieniowic, pokażę Wam miejsce gniazdowania bielików oraz miejsce polowania bielikowej młodzieży;). Jakie niezwykłe są te różnice w awifaunach poszczególnych krajów:). Wracając do naszego spaceru, w pobliżu czapli nadobnej zobaczyliśmy jej znacznie większą krewniaczkę czaplę siwą:

Czaplę tą zobaczyliśmy ponownie kiedy już zbliżaliśmy się do granicy z Austrią w Andau:


Na zakończenie tej wspaniałej wycieczki Mężowi udało się jeszcze wypatrzeć piegżę i zrobić jej piękną sesję zdjęciową:




 



Jeszcze parę fotek z Andau:






Jak również z węgierskiej części parku nad Jeziorem Nezyderskim: