Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzięcioł czarny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzięcioł czarny. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 czerwca 2022

Dzięcioł czarny w Ujściu Baryczy.

W dniu 08 maja udaliśmy się z Mężem i z Małą do Ujścia Baryczy. Pogoda była piękna i postanowiliśmy zrelaksować się na łonie przyrody. Ptaków może nie było dużo jeżeli chodzi o ilość ale jakość była niesamowita. Zaczęliśmy od spotkania z pliszką siwą:

Oraz wroną (dawniej też nazywaną siwą:)):

W pewnym momencie usłyszeliśmy głośny i przejmujący krzyk. Doświadczenie w terenie pozwoliło nam na stwierdzenie, że oto "wydziera się" dzięcioł czarny. Zaraz też zobaczyliśmy tego pięknego ptaka, który powolnym lotem zbliżał się w naszą stronę. Niestety, zanim wyjęliśmy aparaty, dzięcioł nas minął i zniknął. Myślałam, że już po fotkach, ale kiedy zlustrowałam teren lornetką, okazało się, że nasz bohater wylądował pośród wysokich traw pod jednym z rosnących przy rzece starych drzew. Ptak zapewne dorwał się do jakiegoś mrowiska i, niczym pierzasty odkurzacz, wciągał ze smakiem jego mieszkańców. Oczywiście, o dobrych zdjęciach można było zapomnieć. Pozostawało tylko cykać na szybko fotki podnoszącej się od czasu do czasu dzięciolej głowie - czarnej z czerwoną czapeczką. Wyglądało to tak:

(widoczny mocny dziób oraz białe oko)





Staliśmy dość długo w pobliżu tego drzewa, czekając aż dzięcioł wreszcie się na je i być może usiądzie na drzewie. Ale nie, tylko wcinał te mrówki i ani myślał skończyć. Mimo wszystko byłam bardzo zadowolona, że udało się zrobić chociaż takie fotki, gdyż zapowiadało się, że nie będzie ani jednej. W końcu jednak uznaliśmy, że czatowanie nie ma sensu i ruszyliśmy w dalszą drogę. Po jakimś czasie, wysoko nad nami, zauważyliśmy pięknego bielika:




Ponadto, spotkaliśmy samca krzyżówki, który w bardzo malowniczym środowisku, pięknie ustawił się Mężowi do zdjęcia:

Po chwili jednak nawiał:


No to idziemy dalej, a tu w rzece krowy:


I piękne krajobrazy:




Momentami te widoki przypominały nam Hortobagy. Może to przez te krowy...;). Po tych nadbaryckich wojażach, uznaliśmy, że czas już wracać. Mijając drzewo, pod którym żerował dzięcioł czarny, pomyśleliśmy, że pewnie już dawno odleciał. Ale nie - w pewnym momencie, spłoszony, wyleciał z trawy i wreszcie usiadł na drzewie. Oczywiście, nie zapozował nam tak jakbyśmy tego chcieli, ale przynajmniej mogliśmy zobaczyć go w całej krasie. To naprawdę duży i bardzo piękny dzięcioł. Ujęcia nie pozwalają na ustalenie jak duża była czapeczka na jego głowie (a od jej wielkości zależy stwierdzenie jakiej płci był to ptak), niemniej jednak, mam wrażenie, że nie zajmowała ona całej głowy, co pozwala na przypuszczenie, że była to samica:





Po chwili dzięcioł odleciał na dobre. Mąż uchwycił ten moment, wykonując niesamowite ujęcie:



I fruuu:

Kierując się już w stronę samochodu, zobaczyliśmy potrzeszcza na linii energetycznej:

 Oraz majestatyczne żurawie:






To tyle z tego niezwykłego wyjazdu. Bardzo się cieszę, że udało nam się wreszcie w miarę dobrze sfotografować dzięcioła czarnego. Tym bardziej, że gatunku tego nie spotykamy zbyt często a jeśli już to bez fotek. Dzięcioły czarne są bowiem bardzo płochliwe (a przynajmniej tak wynika z naszych obserwacji) i na widok człowieka uciekają z daleka. Dodam jeszcze, że nasze pierwsze spotkanie z tym interesującym gatunkiem miało miejsce w 2016r. w Miękini, o czym pisałam w poniższym poście:

https://perkozowa.blogspot.com/2016/04/miekinia-dziecioami-stoi.html

Poza tym widzieliśmy go kiedyś w Dolinie Baryczy, a w kwietniu tego roku, także w czasie spaceru po meandrach Odry. Tym bardziej więc się cieszę z wykonanych fotek, które są dla mnie niezwykle cenne.

Na zakończenie posta dodam, że jest to mój 400-tny wpis na blogu, a pierwszy (trochę jeszcze "niepozbierany") miał miejsce w dniu 06 lutego 2016r. Zachęcam do jego lektury:

https://perkozowa.blogspot.com/2016/02/06.html

Niesamowite, jak ten czas leci i jak wiele się dzieje w ptasim świecie i to często na wyciągnięcie ręki. Muszę również stwierdzić, że ostatnio znacznie wzrosła liczba Czytelników niniejszego bloga, co niezmiernie mnie cieszy. Mam nadzieję, że moi stali Czytelnicy wciąż pozostaną ze mną i że to zacne grono jeszcze się powiększy. A za (coraz liczniejsze) wyświetlenia i komentarze, bardzo wszystkim dziękuję:).

sobota, 23 kwietnia 2022

Wiosenny spacer pośród meandrów Odry.

Żeby nie było, że ciągle siedzimy na stawach, dziś zupełnie inne klimaty. Będąc w okresie świątecznym na Śląsku, w dniu 12 kwietnia, udaliśmy się na spacer pośród tytułowych meandrów Odry. Jest to rezerwat przyrody znajdujący się niedaleko Chałupek, u ujścia rzeki Olzy. Odra w tym miejscu jest nieuregulowana i biegnie pośród malowniczych pól oraz lasów, tworząc niezwykle piękne przyrodnicze obrazki. Co ciekawe, w rezerwacie został położony szeroki betonowy chodnik, dzięki czemu można wygodnie spacerować i podziwiać brzegi rzeki a także okoliczne pola i lasy. Na wycieczkę udałam się tam z Mężem i z Małą. Pogoda była piękna (był to jeden z czterech (do tej pory) ładnych dni w kwietniu), świeciło słońce i było naprawdę ciepło. Spacer był naprawdę udany; cudownie było tak wędrować zakolami Odry i podziwiać otaczającą nas przyrodę. Obserwacje zaczęliśmy od pięknego samca dzięcioła dużego:


Niedługo potem zobaczyliśmy (i usłyszeliśmy) śpiewającego pierwiosnka:



Podziwialiśmy też wieżę widokową, z której można oglądać rozległe meandry jednej z naszych największych rzek:

W pewnym momencie, niedaleko nas, poszybował dorodny myszołów:




Idąc dalej, już za wieżą widokową, spotkaliśmy jedną z licznych kapturek (samca):



W pobliżu kapturki, pięknie zapozował nam rudzik:




Nagrałam również filmik, na którym można posłuchać miłego dla ucha śpiewu rudzika. W tle słychać "plumkanie" pierwiosnka:

https://www.youtube.com/watch?v=Jwf8OyAPE_c

Co ciekawe, w miejscu gdzie spotkaliśmy kapturkę oraz rudzika, widzieliśmy również dzięcioła czarnego. Nasz największy krajowy dzięcioł siedział (nietypowo jak dla nas) w krzakach, niczym kos. Spłoszony, wyleciał z łoskotem i usiadł na jednym z rosnących w pobliżu wysokich drzew, odzywając się swym przejmującym głosem. Niestety, nie udało nam się go sfotografować. Po raz kolejny mogliśmy tylko z daleka podziwiać jego majestatyczną sylwetkę. No, cóż, trochę szkoda. Do tej pory, tylko raz udało nam się uwiecznić tego niezwykłego dzięcioła, o czym pisałam w tym poście:

https://perkozowa.blogspot.com/2016/04/miekinia-dziecioami-stoi.html

Tak, to już jest z tym dzięciołem, że jest płochliwy i...no, czarny, przez co trudno go zauważyć. Poza tym, nie udało nam się zrobić zdjęcia także krętogłowowi, który intensywnie odzywał się w tym samym rejonie co dzięcioł czarny. Na pociechę, udało nam się wykonać ładne fotki kowalika oraz nagrać jeden z jego niezwykłych głosów, zarezerwowanych na okres godowy:



Zachęcam do posłuchania miłej dla ucha kowaliczej pieśni:

https://www.youtube.com/watch?v=yj6MlWlx8dY

Następnego dnia, znów udaliśmy się w to miejsce. Kolejny słoneczny dzień, więc żal by było nie skorzystać. Tym razem, jako jedną z pierwszych, zobaczyliśmy samicę zięby:


Oczywiście, znów było mnóstwo kapturek:
(poniżej - samiec)



Na chwilę pięknie pokazał się rudzik...:

...by zaraz potem ukryć się w cieniu:




I znowu kapturki, ale - jak już wspomniałam - one tam królowały. Jako ciekawostkę podam, że widzieliśmy tam tylko samce. Ale to nic dziwnego, skoro w tym właśnie okresie, panowie kapturkowie siadają w eksponowanych miejscach, prezentując swe cudne pieśni godowe. Samice natomiast, wiodą skryty tryb życia, być może już wysiadując jaja:




To były niezwykłe spacery - takie leniwe, w przyjemnie grzejącym słońcu i przy cudnym akompaniamencie ptaków. Choć trzeba zauważyć, że ze względu na krzewiaste tereny i niewielkie rozmiary większości zamieszkujących je ptaków (głównie pokrzewek), obserwacje wcale nie były łatwe. Jest to jednak wspaniałe miejsce i warto je odwiedzić, nie tylko ze względu na ptaki. Na zakończenie niniejszego posta - wodzisławski kopciuszek (samiec):