Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pustułka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pustułka. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 sierpnia 2025

Wiosenny birdwatching w Goliszowie.

Po świątecznym urlopie na Śląsku, czas powrócić do Goliszowa. Korzystając z pięknej pogody, w dniu 26 kwietnia o poranku (jeszcze przed 6-tą), udałam się do Goliszowa. Kiedy wsiadałam do samochodu na parkingu przed naszym blokiem, na dachu przylegającej do niego fryciarni, zobaczyłam pustułkę. Siedziała spokojnie i obserwowała okolicę. Ucieszyłam się, gdyż był to bardzo miły początek ptaszenia:



A tu już droga do Goliszowa i cień mojego samochodu na trawie:

Kiedy tak sunęłam przez pola, w oddali zobaczyłam przelatującego żurawia:

Natomiast nieco dalej, na jednym z wystających z ziemi słupków, zaobserwowałam potrzeszcza:



Na samych stawach "przywitały" mnie buszujące w trzcinowisku rokitniczki:


A kiedy spojrzałam na staw po prawej stronie (od strony Dobroszowa), zachwyciłam się...Słońce przepięknie oświetlało taflę zbiornika:

Do tego ta mgła tuż nad wodą i sunące w jej oparach ptaki...no, coś pięknego. Co roku wiosną obserwuję to zjawisko i jest to jeden z najpiękniejszych, moim zdaniem, spektakli przyrody. Co ciekawe, takie obrazki występują tylko na tym jednym stawie, pozostałe są wolne od mgieł. Widocznie na tym panuje specyficzny mikroklimat, który wyzwala takie efekty. Jedynym minusem jest to, że nie da się tego uchwycić na zdjęciach; wychodzą niewyraźne i niewiele na nich widać. Trochę jednak oddają klimat niezwykłego wiosennego poranka, dlatego niezmiennie nie mogę się powstrzymać, by ich nie wykonywać;):
(zaloty perkozów dwuczubych we mgle...czyż nie jest romantycznie?)



(senne, nierozbudzone jeszcze czernice, ale komu by się chciało wychylać spod tak miękkiej "puchowej" pierzynki;))


Chwilę później znalazłam się już przy kolejnym stawie. A tam zupełnie inny klimat, zero mgły i obraz "żyleta". Tym razem zaloty perkozów mogłam obejrzeć bardzo dokładnie. Nawet udało mi się nagrać ten cudny godowy taniec:
(w tle słychać trzciniaka, ale przede wszystkim brzęczkę, która akustycznie zdominowała nagranie) 

 
https://www.youtube.com/watch?v=JW2WYAeE0kE
 
Poza perkozami, po stawie leniwie pływały głowienki (na zdjęciu - samiec):

Po tych obserwacjach, podjechałam do następnego zbiornika. Niemal natychmiast zauważyłam sunącego po tafli dostojnego łabędzia niemego. Sporych rozmiarów narośl u nasady dzioba sugeruje, że był to samiec:


W trzcinowisku natomiast, drugi z łabędzi (obstawiam, że samica), odbywał poranną toaletę na gnieździe:

Następnym moim celem były stawy "za winklem". Jadąc w ich kierunku, w stałej miejscówce, zaobserwowałam śpiewającego samca potrzosa. Ciekawie wyglądał, kiedy wydając z siebie kolejne godowe dźwięki, mocno odchylał głowę do tyłu. Udało mi się to nawet uwiecznić na nagraniu, na którym, oprócz głównego bohatera, słychać ponownie trzciniaka i brzęczkę. Te dwa gatunki były  wówczas chyba najbardziej aktywnymi wokalnie i najgłośniejszymi w kompleksie:


 
 
https://www.youtube.com/watch?v=gYGfNOZnUqY
 
A tu już staw z rampą i charakterystyczny dla niego krajobraz z łódką przy brzegu:
 

Na samym stawie natomiast, poza łyskami i krzyżówkami, udało mi się wypatrzeć perkozka. Aparat jednak odmówił posłuszeństwa i nie udało mi się zrobić porządnej fotki. Mimo tego, da się zauważyć, że przywdział on już szatę godową. Można to rozpoznać po bordowej głowie i szyi oraz żółtych plamkach po obu stronach dzioba:


Dodatkowo w pobliżu pojawił się potrzeszcz, który, siedząc na jednym z krzewów, rozpoczął poranną toaletę:







Jadąc dalej, już na samym końcu kompleksu, w stałej miejscówce, zobaczyłam samca kląskawki:


Wracając już do Legnicy, na drodze pośród pól, zobaczyłam krzyżówkę:

Chwilę później, udało mi się zrobić udaną fotkę jednego z licznych na polach i nad polami skowronków:

Natomiast, kiedy już zbliżałam się do Dobroszowa, w oddali na drodze przede mną, zobaczyłam idące po ziemi dwa ptaki, które, jakby "przytulone" do rosnących przy trakcie krzewów, szły szybko,  charakterystycznie kiwając kuprami. Cały ten obrazek nie pozostawiał wątpliwości, że były to kuropatwy. Bardzo się ucieszyłam, bo uwielbiam te ptaki. Moja radość z perspektywy czasu okazała się jak najbardziej uzasadniona, gdyż jak się ostatecznie okazało, było to moje jedyne spotkanie z tym gatunkiem w tym sezonie (kuropatwy zwykle widuję tylko wiosną):

 
Jeszcze jedno spojrzenie na intruza...:

I hyc, w krzaki. I tyle je widziałam. Ruszyłam więc dalej i, w samym Dobroszowie, udało mi się jeszcze sfotografować dymówki. Jak zawsze piękne, jak zawsze eleganckie i niepłochliwe, siedziały na linii energetycznej niby nutki na pięciolinii...:
 





niedziela, 3 sierpnia 2025

Kto buszuje pośród kwiatów wiśni.

Od pewnego już czasu Tata mi powtarzał, że w ogrodzie (w Żywcu) codziennie pięknie śpiewa jakiś ptak. Z opisu śpiewu domyślałam się, że może chodzić o kapturkę, ale postanowiłam to sprawdzić i w czasie naszego wielkanocnego pobytu w Żywcu, zaczaiłam się z aparatem. U moich Rodziców ptaki fajnie się obserwuje; wystarczy usiąść przy stole w kuchni i spojrzeć przez okno. Z tego miejsca widać w zasadzie cały ogród. I właśnie, w dniu 18 kwietnia, kiedy już popołudniową porą usiadłam w tym strategicznym miejscu, niemal o razu zobaczyłam poruszenie na naszej pięknie wówczas kwitnącej wiśni. Tego dnia udało mi się zrobić tylko jedno zdjęcie ptaka bytującego na tym drzewie, ale to wystarczyło, żeby potwierdzić moje wcześniejsze przypuszczenia co do gatunku - to była kapturka, konkretnie samica. Panią kapturkę od pana kapturka najlepiej odróżnić po czapeczce - u samicy jest ona rudawa, u samca czarna. Sfotografowany przeze mnie ptak miał czapeczkę rudą, więc była to samica:
 
Chwilę później kapturka poleciała, ale za to pojawił się samiec zięby oraz mazurki i zaraz zaczęły żerować pod naszą ogromną sosną:





Następnego dnia była piękna pogoda. Już od rana usiadłam w kuchni (częściowo też po to, żeby zjeść śniadanie) i w świetle porannego słońca, na gałęzi wiśni, ponownie zobaczyłam kapturkę, ale tym razem był to samiec. Kapturka, jak na pokrzewkę przystało, raczej nie usiedzi w miejscu. Ciągle gdzieś skacze i jakieś owady łapie. Zrobienie porządnego zdjęcia nie należy do zadań łatwych:







Po chwili kapturek odleciał, a moją uwagę przykuła sierpówka siedząca na jednym z drzew u sąsiadów:

W pobliżu "schował się" mazurek:

A na sośnie bogatka:

I powrót na naszą wiśnię, prawda, że pięknie wygląda w bieli i zieleni?

Po kapturce, jakieś półtorej godziny później, na wiśni pojawił się jeszcze jeden gość, mianowicie...piegża. Bardzo się ucieszyłam, bo gatunek ten (mimo że pospolity), to jednak rzadko przez nas spotykany. Pisałam już parokrotnie na blogu, że kapturki są ruchliwe, ale przy piegżach...są niemal jak ślimaki;). Oczywiście, żartuję, ale faktem jest, że piegże dosłownie ani na chwilę nie mogą usiedzieć w miejscu. Raz na gałęzi, raz pod gałęzią, na liściu, za liściem, koło pnia, za pniem...ufff. Ale udało mi się zrobić całkiem przyzwoitą dokumentację, a jedno ujęcie wręcz kalendarzowe;). Oto efekty:
(raz tu, raz tu, raz tam...i jak tu zrobić porządne zdjęcie?)



(ciekawa kolorystyka tego zdjęcia wyszła)
 



(czy ktoś ośmieli się stwierdzić, że piegże fotografuje się łatwo? Teraz dwa najlepsze ujęcia - pierwsze na zasadzie - no prawie, prawie...)

(ale tu już jest dokładnie to o co mi chodziło, fotka (niemal) jak z atlasu ptaków;))

Po chwili piegża gdzieś się "zapodziała", a na wiśni znów pojawiła się kapturka, ale dosłownie tylko na chwilę, po czym ponownie odleciała w sobie tylko znanym kierunku:

Mnie natomiast jeszcze udało się zaobserwować modraszkę...:

 ...i - podczas tego pobytu - sierpówkę:

Następnego dnia o poranku również czatowałam przy wiśni (w sensie za kuchenną firanką), jednakże tym razem musiałam poprzestać na podziwianiu kwiatów i liści naszego owocowego drzewa; ptaków bowiem żadnych nie było:

Tytułem uzupełnienia niniejszego posta, warto wspomnieć jeszcze o obserwacji pustułki na polach w Pewli u mojej Siostry z tego samego dnia. W czasie rodzinnego świątecznego spaceru, zobaczyliśmy (nieco w oddaleniu) siedzącą na wyschniętym badylu pustułkę. Nie była zbyt płochliwa, więc mogliśmy fotografować do woli:





 




To tyle na razie z Żywca. Zachęcam, oczywiście, do czytania dalszych postów. Kto wie, co jeszcze się w nich pojawi...